Kategorie NowotworyZdrowie

Śmiertelnie niebezpieczny nowotwór odbiera życie małego Wojtusia. Rodzice błagają o pomoc

Kiedy słyszy się tego typu historie, nasuwa się tylko jedno pytanie: „DLACZEGO?”. Rodzice małego Wojtusia już wiedzą jak to jest patrzeć, kiedy ich dziecko umiera i słuchać, kiedy lekarz mówi „proszę przygotować się na najgorsze”. Dziś proszą z całego serca o pomoc w walce ze śmiertelnie niebezpiecznym nowotworem, który zaatakował organizm małego chłopca.

Wojtuś Bąk ze Ślemień w woj. śląski ma zaledwie 19 miesięcy, a już przyszło mu stoczyć walkę na śmierć i życie

Był listopad 2018 roku kiedy zaczął się koszmar rodziny ze Śląska. To właśnie wtedy rodziców małego Wojtusia obudził przeraźliwy płacz dziecka. To właśnie wtedy rodzice maluszka zobaczyli, że brzuszek dziecka jest napęczniały i wiedzieli, że sprawia mu ogromny ból. Bez chwili zastanowienia zabrali synka do szpitala, gdzie usłyszeli przerażającą diagnozę. Badanie USG pokazało guza nadnercza i dwa guzy na wątrobie. Wojtuś chwilę później był już w szpitalu w Krakowie, gdzie stwierdzono nowotwór dziecięcy neuroblastoma IV stopnia, która zdążyła rozsiać się już po całym ciele maleństwa. Lekarze dawali mu zaledwie 15% szans na przeżycie. Ułożone życie rodziny ze Ślemień w mgnieniu oka wywróciło się do góry nogami.

siepomaga.pl

Kiedy pojawiała się nadzieją, odbierały ją tragiczne informacje

O życiu dziecka mogła zaważyć tylko i wyłącznie natychmiastowa reakcja ze strony lekarzy. Personel niemal natychmiast podał malcowi chemię. Niestety, organizm malca nie zareagował dobrze. W jego ciele zatrzymała się woda. Chwilę później Wojtuś w stanie krytycznym trafił na oddział intensywnej terapii, gdzie spędził miesiąc. Walka o życie trwała. Specjaliści zdecydowali o dalszym podawaniu chemii i diagnostyce pod kątem choroby VIPoma – rzadkiego guza neuroendokrynnego trzustki, którego połowę przypadków stanowią guzy złośliwe z przerzutami przede wszystkim do wątroby. Na wyniki trzeba było jednak poczekać.

W lutym 2019 roku lekarze postanowili przyspieszyć operację ratującą życie malca. Operacje, poprzedzały badania, których wyniki pozbawiły jakichkolwiek złudzeń. Okazało się, że nastąpił progres choroby i guzy zaczęły się powiększać. Jakby tego było mało, do szpitala dotarły z Francji wyniki badań diagnostycznych potwierdzających chorobę VIPoma. Lekarze stanęli przed wyjątkowo trudnym zadaniem, bowiem przypadek chłopca był niezwykle ciężki. Nie mieli wyjścia. Podali dziecku kolejną chemię, po której pojawiły się kolejne powikłania. 2 marca serduszko Wojtusia przestało bić… Czas dla rodziców dziecka się wówczas zatrzymał. 5 minut później nadzieja wróciła. Serduszko na nowo zaczęło pracować. Chłopiec walczył i wyraźnie dawał do zrozumienia, że chce tu zostać!

To był bez wątpienia jeden z najgorszych momentów w życiu rodziców Wojtusia. Po tym, jak wyszło na jaw, że nowotwór zaczął atakować już główkę maluszka, lekarze powiedzieli, że trzeba przygotować się na najgorsze.

siepomaga.pl

10% szans, że Wojtuś ją przeżyje

Dodatkowa chemia i ryzykowna operacja, która dawała Wojtusiowi zaledwie 10% szans na przeżycie – tak przedstawiał się scenariusz na najbliższe chwile. 10% szans wystarczyło, bo po długim i niezwykle wyczerpującym leczeniu nastąpił przełom. Wojtuś po raz kolejny pokazał, że nie zamierza się poddawać i we wrześniu 2019 roku wrócił do domu na przepustkę. Wciąż przyjmował jednak chemię.

Rok 2019 dobiegł końca, a przed Wojtusiem kolejne wyzwania. W styczniu 2020 roku chłopiec przeszedł terapię MIBG w Niemczech. Teraz czeka go autoprzeszczep poprzedzony megachemią, radioterapią i immunoterapią przeciwciałami Anty-GD2. Ta wyjątkowo ciężka kombinacja jest jedyną szansą na życie dziecka, które wielokrotnie wymknęło się śmierci z rąk. Jest jednak jedna przeszkoda, a są nią pieniądze.

siepomaga.pl

Ostatni etap leczenia nie jest refundowany. Rodzice błagają o pomoc

Przeszli już tak wiele i wiedzą, że nie mogą się poddać. Widzą jednak, że będą potrzebować do tego naszej pomocy. Wojtuś cały czas się uśmiecha jakby to wszystko było złym snem. Jakby to wszystko nie działo się naprawdę. Rzeczywistość jest jednak nieubłagana, a cała ta historia jest autentyczna. Nie pozwólmy, aby mieszkający w maleńkim ciele nowotwór odebrał życie dziecka.

Pomóc Wojtusiowi w walce ze śmiertelną chorobą możesz TUTAJ.

siepomaga.pl

Wierzymy, że ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie. Podziel się nią z innymi. Niech jak najwięcej osób dowie się o walce o życie małego Wojownika. Życie, które leży w naszych rękach.

Źródła: www.siepomaga.pl
Fotografie: www.siepomaga.pl